Ostatnie wpisy
Zakładki:
ALBUM ZDJĘCIOWY
BLOGOSFERA
DLA CIAŁA
DLA DUSZY
DLA DZIECI
DUCHOWA RODZINA
KRAKOW OD INNEJ STRONY
KSIĘGA GOŚCI
NAPISZ JEŚLI CHCESZ!
TYM DZIECIOM KIBICUJĘ
|
niedziela, 21 marca 2010
Lubię rytmiczną muzykę - dobrze mnie nastraja, tak zewnętrznie. Ale Misty Edwards nastraja mnie bardzo do wewnątrz, kilka pierwszych taktów i już siedzę zasłuchana i w słowa i w muzykę. Bardzo mnie porusza - po prostu modlę się słowami jej piosenek. Ta szczególnie na dziś, o relacji, o szukaniu Boga.
Chcę grać na strunach Twojego serca - Boże Przyjdź i graj na strunach mojego Chcę śpiewać prosto do Twojego serca - Boże Przyjdź i śpiewaj prosto do mojego Panie - masz moje serce A ja szukam Twojego Panie - masz moje myśli A ja szukam Twoich Panie - masz moją pieśń A ja szukam Twojej Tak bardzo kocham Cię - Jezu
sobota, 20 marca 2010
Zgodnie z obietnicą prezentuję tort, ale raczej dla formalności, bo przepis był już tyyyle razy... W środku zgodnie z życzeniem Księżniczki Młodszej była masa waniliowa. Była smaczna, choć nie perfekcyjna, bo mimo ciągłego mieszania porobiły się w niej grudki, ale chyba razem z ciastem nie były tak bardzo wyczuwalne... Nie bardzo zadowolona z niego byłam, choć wygląda w sumie sympatycznie. Miał być lwem, wyszedł bardziej kotek ale i tak Młodsza była zadowolona. ![]()
piątek, 19 marca 2010
Pewnie już o tym było, ale nie zaszkodzi znowu napisać. Bo temat chyba każdego rodzica dotyczy. można go potraktować w różny sposób - albo się na niego wściec, albo udawać, że go nie ma, względnie wziąć go "za rogi" i spróbować wyciągnąć wnioski. Przedwczoraj wnioski za mnie wyciągnał Duży Rycerz jednym swoim komentarzem. Swoją drogą, zazdroszczę temu facetowi zwięzłości wypowiedzi -ja się nagadam, a on jedno zdanie powie i lepiej podsumuje wszystko niż moje kwiecistości słowne. Ale do rzeczy. Wiecie, że przydługie wstępy są domeną ludzi gadatliwych? Nie wiecie... to się dowiedzcie;) Siadam przed mężem i wzburzonym tonem opowiadam o perypetiach codziennych z Księżniczką Młodszą. O darciu kotów, ścieraniu się podobnych osobowości... że ja siły nie mam, i stanowczo proszę o tatusiowe wsparcie a tak właściwie to nie, ja odmawiam współpracy z tym dzieckiem i niech on z nią rozmawia. Opowiadam co się stało. Faktycznie Młodsza palnęła jakieś głupstwo słowne, ale temat trzeba obrobić, żeby nie myślała, że to aż takie głupstwo, żeby się tym w ogóle nie przejmować. Kończę swoje przemówienie żądaniem: "I koniecznie musisz porozmawiać z nią o takiej i takiej zasadzie!". Na co mój mąż spokojnie: "Dobrze. Ale wiesz, że taka sama zasada dotyczy też Ciebie?" Bdąg... bdąg...bdąg... moja głowa wydaje odgłos po uderzeniu mężowskiej rady... Zachowałam się tak, jak bohaterowie współczesnych filmów, którym ciągle wytyka to Duży Rycerz. Walczyłam ze złem, z nieodpowiednią postawą swojej córki, a jakże... Tylko.... tylko, że w walce ze złem użyłam metod zła :( Jakże często dzieci są naszym krzywym zwierciadłem. Jak bardzo wkurzają nasze wady widoczne w naszych kochanych córeczkach, syneczkach. Na pewno lepiej dla mnie byłoby, gdybym te denerwujące przywary jednego czy drugiego potraktowała nie jako złośliwy atak na moje macierzyństwo, ale jak zadanie dla mnie. Ja mam te dzieci wychowywać - jasne. Ale czy gdzieś w tym świętym pędzie do wychowywania nie zapominam czasem, że one też mogą mnie wiele nauczyć? Spojrzenia na świat, kŧórego już mi brakuje? Dziecięcej szczerej wiary, która tak cenna dla Boga, a tak niezrozumiała dla nas, przemądrzałych dorosłych? Dziedzin, w których ja muszę coś poprawić w swojej postawie, zachowaniu, sposobie wyrażania poglądów?
czwartek, 18 marca 2010
Dostałam ostatnio w komentarzu świetną uwagę (dzięki Beata!). O tym, że odpowiedzi od Pana B. zawsze przychodzą, tylko najczęściej my i On mamy inne poczucie czasu. Często bywa tak, że na naszym zegarze jest już pięć po dwunastej. Krzyczymy "Czy nie słyszysz?", wołamy "Hej, chyba się spóźniasz!", mamy pretensje "Tyle się modlę a Ty nic...". A u Niego? U Niego jest dopiero za pięć dwunasta i gdybyśmy tak nie krzyczeli, może usłyszelibyśmy cichy głos "Uspokój się i przypomnij sobie, że ja ciągle jestem i pamiętam". Z kwestią trudnej decyzji, którą mieliśmy do podjęcia właśnie tak było. Dla mnie pięć po dwunastej było już tak od ładnych paru miesięcy... Duży Rycerz był w tym temacie zgodny z Panem B. chyba i uważał, że śpieszyć się nie ma co, bo jeszcze nie czas. A mnie nosiło. Wreszcie stwierdziłam, że skoro już jest nawet pięć po dwunastej to trudno i trzeba zdać się na poczucie czasu kogoś innego. I wtedy Duży Rycerz podjął decyzję. Są też sytuacje, kiedy Pan B. wie, że trzeba zgrać nasze zegary. A czasem robi to nawet wtedy, gdy to pozornie niepotrzebne. Przedwczoraj tak właśnie było. Duży Rycerz wrócił z pracy i powiedział o bardzo trudnej rozmowie. Ja się załamałam. Za dużo naraz! Szczególnie dla niego. W panice siadłam przed komputerem i napisałam pytanie do koleżanek na jednym forum z prośbą o radę. Bardzo zgnębiona byłam. Nagle widzę, że dostam maila, nie zwróciłam uwagi, bo wydało mi się, że to od mojej siostry coś krótkiego... Potem jednak wchodzę i okazuje się, że to od kogoś zupełnie innego... To był mail z gatunku "kostek cukru" od Pana B. dla mnie, podziękowanie i jasna świadomość tego, że blog komuś bardzo pomaga... Nie dotyczyło to Dużego Rycerza. Ale dla mnie, w tamtym konkretnym momencie było uderzeniem dokładnie w punkt, dokładnie wtedy gdy potrzebowałam. Trochę pocieszenia. Lekkie pogłaskanie po głowie od Pana B. z wiadomością "No już dobrze, dobrze, nie martw się. Przecież ja też wiem, co się dzieje. Zajmę się tym - wiesz? A tutaj, o popatrz taki fajny mail przyszedł, więc nie płacz już córeczko..." Jest teraz w naszym życiu kilka ważnych spraw, na które oczekujemy odpowiedzi. I nie mamy pojęcia jak i kiedy nadejdą. W takich sytuacjach szczególnie nie mogę ulegać swoim emocjom. Może tym razem lepiej pójdzie mi to czekanie? Cierpliwość to moja słaba strona. A jak wiadomo różne rzeczy ćwiczy się wtedy, gdy się je ROBI, więc jak inaczej mam ćwiczyć cierpliwość, niż poprzez próbowanie BYĆ cierpliwą? Chęć kontrolowania to też moja słaba strona. Jak inaczej mam się nauczyć NIE kontrolować, niż poprzez sytuacje kiedy kontrola nad czymś tam jest mi zabierana? Najgorzej jest, gdy te różnica czasowa między Panem B. a nami rozciąga się na lata nawet. Znam takie sytuacje. Wtedy najtrudniej ufać - nie rozumiejąc. Chyba jedynym co można wtedy zrobić jest trzymać się tego, że w tej konkretnej sytuacji ON wie lepiej... Według Jego kalkulacji. Zgodnie z Jego poczuciem czasu. Wydaje się, że w takich sytuacjach poddanie się Jego woli jest łatwiejsze. Bo nic się nie da zrobić, można najwyżej obrazić się na Niego. A jednak często bywa inaczej - właśnie wtedy jeszcze bardziej się upieramy i walczymy. Tacy już jesteśmy - my ludzie... ![]() 3 historie: Matka Św. Augustyna, Monika modliła się o jego nawrócenie przez całe swoje życie. O ile dobrze się orientuję, umarła, nie doczekawszy odpowiedzi na swoją modlitwę. Ale Pan B. pamiętał - życie jej syna stało się w końcu jedną wielką odpowiedzią na modlitwę. Podobna, tylko współczesna. W Brazylii żył kiedyś pewien człowiek (nie wiem czy jeszcze żyje), znany piosenkarz. Był sławny, ale nieszczęśliwy, żyjąc po swojemu. Matka - osoba wierząca modliła się o niego cały czas. Bez rezultatu. Przed swoją śmiercią dała wskazówki dotyczące swojego pogrzebu, z prośbą, żeby syn zaśpiewał na tej uroczystości konkretną pieśń. Syn spełnił ostatnią prośbę matki - i podczas śpiewania tej piosenki Pan B. poruszył jego serce. Śpiewał potem dalej - ale już dla Boga:) Prawie z własnego podwórka. Moja siostra miała w liceum przyjaciółkę, o którą wiernie i długo się modliła. Bez rezultatu. Wreszcie kiedyś, gdy obie były już na studiach ta dziewczyna tak po prostu, bez zaproszenia, bez zachęty (bo siostra już te sposoby wykorzytała) przyszła na pewne spotkanie młodzieżowe. Pamiętam swój szok, bo też tam byłam, znałam tę dziewczynę. I tak zaczęła się droga tej koleżanki z Panem B... I jeszcze na koniec, żeby już było całkiem "po Bożemu" - kilka cytatów:) Oto ręka Pana nie jest tak krótka, aby nie mogła pomóc, a jego ucho nie jest tak przytępione, aby nie słyszeć. (Izajasza 59:1) Oto nie drzemie Ani nie zasypia stróż Izraela (Psalm 121:4) Wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość, wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków. List Jakuba. 1,3-4 Nie porzucajcie więc ufności waszej, która ma wielką zapłatę. Albowiem wytrwałości wam potrzeba, abyście, gdy wypełnicie wolę Bożą, dostąpili tego, co obiecał. Bo jeszcze tylko mała chwila, a przyjdzie Ten, który ma przyjść, i nie będzie zwlekał List do Hebrajczyków. 10,35-37 Pamiętam swoje zdumienie, kiedy od jednej misjonarki usłyszałam, że Pan B. zawsze odpowiada na nasze modlitwy. Szybko okazało się o co chodzi. Tak - odpowiada, ale czy zawsze odpowiedź musi być zgodna z naszą wolą? Czasami odpowiedź brzmi po prostu "Nie". Albo "Czy na pewno tego chcesz?". Albo "Jeszcze nie jesteś na to gotowa". Albo "Już niedługo, jeszcze troszkę cierpliwości". Nie zawsze jest to na zasadzie "Prosisz i masz"... Gdybym wszystko wiedziała najlepiej, to po co bym Jego potrzebowała? A skoro uważam, że jest mi potrzebny i wie lepiej, to trzeba się czasem do tego po prostu zastosowac...
środa, 17 marca 2010
No cóż, nie ja jestem tutaj od ustalania co i kiedy ma się dziać, ale czy to naprawdę musi być wszystko na raz? Najpierw problemy kościelne, teraz problemy w pracy Dużego Rycerza... Najwyraźniej postanowiłeś, że można nas wypróbować... Ciężko, ciężko... No ale skoro weszliśmy na wyboistą drogę teraz proszę tylko, trzymaj nas oboje mocno za ręce... Ucz ufać gdy wydaje się nam, że trzymasz nas bardzo słabo... Ja wiem, że to pozory, wiem, że ciągle jesteś - ale oprócz tego jestem również człowiekiem... Ucz mnie jak być teraz wsparciem dla niego. Ucz jego jak zaufać Tobie jeszcze bardziej. Ucz jak wytrwać o Twoich a nie o naszych siłach. Trzymaj nas mocno - proszę.
wtorek, 16 marca 2010
Wreszcie... Wreszcie po miesiącu kolejnych ospowych dzieci wszyscy idą dziś do szkoły czy przedszkola (wczoraj MR bolała noga, a KS gardło). Kilka godzin ciszy w domu. Tego mi trzeba. W sensie duchowym chyba też. Jest taki dobry werset "W ciszy i zaufaniu będzie Wasza moc" (Ks. Izajasza 30:15). Zaufać, że wszystko będzie dobrze. Wyciszyć się na tyle, żeby Go usłyszeć. ![]()
poniedziałek, 15 marca 2010
Ktoś się modli - czuję to... Wreszcie coś we mnie pękło i po powrocie do domu zamiast plecami, obróciłam się twarzą ku mężowi z postanowieniem wspólnego przeżywania tego co trudne, zamiast buntu, chowania urazy i demonstracyjnego przeżywanie czegoś razem, ale osobno... Pod koniec tygodnia, ku mojemu zaskoczeniu mąż podjął decyzję. Na razie wiemy więc, że "to nie to". Nie wiemy jeszcze co dalej. Jest nam obojgu smutno i trudno. Ja zamykam ten rozdział z wieloma znakami zapytania, na które może dostanę odpowiedzi, może nie. Ale już dawno przestałam sobie rościć prawo do odpowiedzi, wolę się skoncentrować na tym, co przed nami i na zaufaniu w tym. Ale niezrealizowane marzenia bolą i skłaniają do refleksji i temu też się oddamy się zapewne w najbliższych dniach. Ja chodzę nieco otępiała, Duży Rycerz po prostu w żałobie... Ale... Wracałam niedawno do domu i przyglądałam się krakowskim krajobrazom. Na przedwiośniu wszystko wygląda wyjątkowo paskudnie, nie ma już oznak zimy (choć dziś akurat znowu się pojawiły), a wiosna jeszcze nie wkroczyła do akcji. Wszystko jest szare, gołe, obskurne, ponure. I skojarzyło mi się to z naszą sytuacją. Też jesteśmy gdzieś "pomiędzy". My widzimy tylko to co przygnębiające i nie napawające nadzieją. Ale ON widzi to co pod powierzchnią. Widzi korzenie i zalążki roślin. I zna czas ich kwitnięcia. I tego chcę się trzymać teraz, w tym przedwiośniu dla naszej rodziny. Bardzo, bardzo dziękuję Wam za wsparcie. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale byliście wyjątkowo ważni dla mnie w miniowym tygodniu, Wy - Czytelnicy, Wasze komentarze, maile, zapewnienia o modlitwach wiele dla mnie znaczyły. Dlatego też, żeby nie było tak ponuro na początek po przerwie - piosenka:) To oryginalna wersja tego, co przetłumaczyłam na początku, to wykonanie przypadło mi do gustu, choć jest może niezbyt profesjonalne, ale głos tego 14 latka mnie urzeka, sama piosenka również... Dziękuję raz jeszcze za Wasze wsparcie. Proszę o modlitwy za nas, szczególnie za Dużego Rycerza, który czuje brzemię odpowiedzialności za rodzinę, żebyśmy wiedzieli co dalej...
poniedziałek, 08 marca 2010
![]() Wyjdę na chwilę... ale zaraz wracam, obiecuję... Jest taka sprawa w naszym życiu, która męczy mnie i Dużego Rycerza od dłuższego czasu i brak rozwiązania staje się ciężarem trudnym do uniesienia. Jest takie dobre powiedzenie, że jeśli nie możesz zmienić okoliczności, spróbuj zmienić swoją postawę, niestety do tej pory mi się to nie udało :( Nie mogę Wam napisać szczegółów, raczej może poprosić o modlitwę, żeby się nam to wreszcie rozwiązało, albo żeby Pan B. dał mi cierpliwość w czekaniu na Jego a nie moje rozwiązanie, w Jego a nie w moim czasie. Bardzo mi ciężko. W pewnym sensie czuję, że zawiodłam. I ta okropna mgła, która mnie przytłacza. Na tyle, że nie mam nic podnoszącego na duchu do pisania, koncentruję się na jakimś przetrwaniu tego czasu. Wrócę. Na pewno. Zbyt wiele wiem po mailach i wpisach urodzinowych, żeby Was tutaj zostawić:) Tylko... muszę się trochę odtruć ze swoich emocji i nabrać właściwej perspektywy na tą sytuację.
niedziela, 07 marca 2010
Dziś nie mam nastroju na skoczne piosenki. Mamy w życiu teraz taki czas, że jeśli chodzi o pewną ważną dla nas sprawę, czujemy się oboje z Dużym Rycerzem jak we mgle. A jakieś decyzje podjąć trzeba... Wiem, że kiedy nie wiadomo gdzie iść, trzeba się trzymać świateł po drodze - tego o czym wiem, że jest Prawdą o Bogu. I gdy wokół dużo zniechęcających rzeczy, lepiej dla mnie będzie jeśli skoncentruję się na Nim. Postaram się też wkleić niedługo tłumaczenie, bo to ze względu na słowa przede wszystkim cenię tę piosenkę.
Mógłbym wznieść się samolotem wysoko w górę i lecieć milion mil
Napisać tak słodką melodię, że zamieniłaby łzę w uśmiech Mogę widzieć kolory wiosny, czuję zmiany pogody Wkrótce opadną liście i przyjdzie zima Bo nic nigdy nie zostaje takie samo Kiedy myślę o tym, gdzie byłem, co zrobiłem i o tym wszystkim co posiadam O tym jak myślę, że wiem wszystko, jak gdybym sam to wszystko osiągnął I tak jak szum wiatru, jak kwiat który rośnie Ciągle jedynym co mogę zrobić jest... Bez Ciebie życie jest jak pieśń bez zakończenia Bez Ciebie to jakby mieć serce którehgo nie da się naprawić Bez Ciebie jesteśmy jak aktorzy na scenie Jak dziecko które się pogubiło Nie byłoby mnie tutaj bez Ciebie. Przyznaję, że czasem duma przysłania mi widok A dary które mi dałeś, zapominam że mają służyć dla ciebie A wszystkie te dni, te sposoby, na które nadużywałem twojej łaski Ciągle byłeś cierpliwy a twoja miłość przenikała mnie na wskroś Ale wiatr ciągle wieje, kwiaty rosną i jedna rzecz jest ciągle prawdą. Bez Ciebie życie jest raną, która się nie zagoi Bez Ciebie nic na tym świecie nie dzieje się naprawdę Bez Ciebie jesteśmy tylko aktorami na secnie Jak dziecko które się pogubiło Nie byłoby mnie tutaj - bez Cieie Nie mogę żyć, nie widzę Twojej woli dla mnie Nie mogę niczego zrobić Niczego Bez Ciebie jesteśmy jak panna młoda bez oblubieńca Bez Ciebie jest jak brak słońca w czerwcu Bez Ciebie jesteśmy tylko aktorami na scenie Jak dziecko które się pogubiło Nie byłoby nas tutaj Bez Ciebie Jezu moje życie byłoby stracone Bez Ciebie nigdy nie wiedziałbym ile kosztowało Zobaczenie Ciebie, poświęcającego życie za mnie Teraz jestem wolny od przeszłości Powiedz mi, gdzie byłbym teraz bez Ciebie Powiedz mi, gdzie byłbym teraz bez Ciebie Nie byłoby mnie tutaj bez Ciebie Nie byłoby mnie tutaj bez Ciebie
sobota, 06 marca 2010
Nowo poznana bloggerka Zrodzona domaga się następnego tortu - ale
spokojnie, spokojnie, urodzinowa impreza Młodszej jeszcze przed nami,
na pewno się pochwalę:)
Mamy w domu taki zwyczaj, że urodzinowe dziecko może sobie zażyczyć dowolny ulubiony obiad w dzień swoich urodzin. Młodsza zażyczyła sobie pizzę "Ale taką robioną przez Ciebie mamo!". Tak wyglądała owa PIZZA ![]() Z przepisem to jest śmieszna historia. Całkiem niedawno inna znajoma bloggerka Kasiask dała na blogu przepis na pizzę, dodając, że ma go ode mnie. Ja ze zdziwieniem dementuję, że całkiem odwrotnie, to ona dała mi ten przepis! Na co Kasia tłumaczy mi, że ma ten przepis na kartce, napisany MOIM pismem... No cóż, starość nie radość, czyj ten przepis jest oryginalnie na pewno już nie wiem. Może od mojej siostry go dostałam? Tak czy siak, pizza jest prosta do zrobienia i zawsze się udaje. Patent mojej siostry jest taki, że brzegi się robi "wysokie" sypie naokoło serem i potem te brzegi zawija do środka, tworząc smakowite "tuneliki serowe" widoczne mam nadzieję na zdjęciu. Ciasto robi się tak jak w przepisie, na wierzch, to co kto lubi. U nas w wersji dla dzieci jest tylko ketchup ser i szynka, dla dorosłych (ta ze zdjęcia) jest podkład z pomidorów pokrojonych takich z puszki, pieczarek podsmażonych z cebulką, na to szynka i tradycyjnie dużo sera. Przepis: Ciasto: 2 i pół szklanki mąki 1/2 paczka drożdży, czyli jakiś 5 dag 3/4 szklanki ciepłej wody 4 łyżki oliwy 1 łyżeczka soli 1 łyżeczka cukru Sposób przygotowania: Drożdże rozpuścić w wodzie, zasypać cukrem i lekko mąką i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 15 minut. Później dodać resztę składników, czyli mąkę, oliwę i sól i zagnieść z tego ciasto. Wyrobione ciasto odstawić znów na około 15 minut do wyrośnięcia, a potem rozwałkować do wymiarów blaszki, z ewentualnym zapasem na tuneliki serowe. Na ciasto układać co kto chce:) Całość posypać obficie żółtym serem i piec w piekarniku około 25 minut w temperaturze około 180-200 stopni C do lekkiego zbrązowienia ciasta. Smacznego! | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||